2013/04/12

To Wam powinno być głupio




„Morderstwo w Richmond!
Wczoraj, wczesnym popołudniem w mieszkaniu znanego amerykańskiego siatkarza – Williama Priddy’ego, doszło do makabrycznej zbrodni. Młoda kobieta – Melinda F. (lat 19), dokonała brutalnego morderstwa sportowca oraz jego życiowej partnerki – Amy. Była siatkarka była w trzecim miesiącu ciąży. Śledczy próbują wyjaśnić motywy zbrodni. Najprawdopodobniej morderczyni była kochanką Priddy’ego i kiedy ten z nią zerwał postanowiła się zemścić. Zakochana kobieta odpowie przed sądem za potrójne zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.”

„Rusza proces morderczyni z Richmond!
Dziś przed sądem najwyższym stanie Melinda F. (lat 19) oskarżona o potrójne zabójstwo. Dnia 20 lutego 2012 roku kobieta wtargnęła do mieszkania swojego kochanka – Williama Priddy’ego i śmiertelnie raniłą nożem jego narzeczoną – Amy, która była w trzecim miesiącu ciąży. Trzecią ofiarą morderczyni z Richmond stał się znany amerykański siatkarz. Biegli psycholodzy orzekli iż w momencie dokonania zbrodni Melina F. była poczytalna.

„Oko za oko, ząb za ząb!
Zapadł wyrok odnośnie potrójnego morderstwa, którego dokonała dziewiętnastoletnia Melinda F. Rozgoryczona kochana Williama Priddy’ego usłyszała najwyższy wymiar kary – śmierć poprzez wstrzyknięcie trucizny. Postanowienie Sądu Najwyższego zostanie wykonane dnia 15 kwietnia 2012 roku.

15 kwietnia 2012

Idąc pewnym krokiem przed Matt’em co jakiś czas oglądam się na niego. Uśmiechając się szeroko udaję, że nie zauważam jego irytacji moim irracjonalnym zachowaniem. Zapewne myślał, że będzie świadkiem mojej histerii i nie pogodzenia się z marnym losem – nie doczekanie. Doskonale wiem co zrobiłam i jakie konsekwencje pociągnęło za sobą moje zachowanie. Nie żałuję, że ich zamordowałam. Amy była bezwartościową suką, która stała tylko na drodze do szczęścia Williama. On jej przecież nigdy nie kochał. Kiedy tylko się poznaliśmy od razu wiedzieliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni, a ja cóż… uwolniłam nas obu od nieprzyjemnego ciężaru blondynki w naszym życiu.
- Ruchy, gwiazda. – popychając mnie mocno Matt zmusza mnie do przyśpieszenia – Wszyscy już na ciebie czekają.
Parę chwil później wchodzimy do niedużego pomieszczenia w którym oprócz dwóch strażników znajduje się jeszcze więzienny lekarz i prokurator, który postawił mi zarzut potrójnego zabójstwa. Mój wzrok mimowolnie wędruję na wielkie, oszklone okno, które odgradza małą klitkę od innego pokoju. Napotykając zbolałe spojrzenie Chrisa uśmiecham się do niego szeroko. Zabawne – w dniu mojej śmierci nie było przy mnie ani rodziny, ani najbliżej przyjaciółki, a jedynie mój niedoszły mąż, którego rzuciłam, aby móc ułożyć sobie życie u boku Williama.
Strażnicy łapiąc mnie za ramiona podprowadzili mnie do wielkiego, mosiężnego krzesła. Nie musieli zbytnio się starać, abym na nim usiadła. Wciąż nie zwalniając uścisku mocno przypinają mnie pasami do oparcia.
- Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego, ogłoszonego dnia 29 marca bieżącego roku, dziewiętnastoletnia Melinda Forks zostaje skazana na karę śmierci, poprzez wstrzyknięcie do organizmu śmiertelnej dawki  trucizny, jako… - beznamiętny głos łysiejącego prokuratora nie robi na mnie najmniejszego wrażenia
Wygodniej opierając się o krzesło spoglądam na Chrisa, który nie jest w stanie powstrzymać wydostających się spod powiek łez. Moje roześmiane tęczówki uważnie przyglądają się kropelkom słonej cieczy toczących się po jego bladych policzkach.
Reid.
Czując delikatne ukucie mimowolnie wzdrygam się. Nie lubię igieł. Oddychając spokojnie rozglądam się uważnie po wszystkich osobach zgromadzonych na mojej egzekucji, pozwalając aby trucizna powoli rozchodziła się po całym organizmie.
Już niebawem Reid.
Oddychając coraz płyciej powieki zaczynają coraz bardziej mi ciążyć. Powoli odchodzę, bez zbędnych krzyków, jęków czy pustych gróźb. Paradoksalnie wszyscy mogą zobaczyć mój delikatny uśmiech… w końcu idę na spotkanie z ukochanym mężczyzną. Przecież William w ostatnich swoich słowach zapewnił mnie o tym: „Będę czekać na ciebie w piekle”.
A więc idę Reid… idę do ciebie…


KONIEC

 ***

No i mamy koniec. Jak widać niezbyt szczęśliwy – toksyczna miłość zniszczyła życie zarówno Williama jak i Melindy. Koniec historii właśnie tak miał wyglądać, dlatego też zdecydowałam się właśnie na Priddego. Oprócz tego, że siatkarz pasował mi idealnie do roli „zimnego sukinsyna” to jednocześnie w stanie, w którym leży Richmond, do dnia dzisiejszego wykonuje się kary śmierci.

Korzystając z okazji chciałabym Wam wszystkim podziękować za to, że przez te długie tygodnie byliście ze mną. Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze i miłe słowa one naprawdę pomagają. Ponad to chciałabym wszystkich serdecznie zaprosić na


Gdzie na dniach pojawi się ostatni odcinek i jakże długie przemówienie pod nim. Jeszcze raz dziękuję Kochani i gorąco ściskam…

… a tymczasem historię Melindy i Williama uważam za definitywnie skończoną…

2013/04/05

Spójrz w moje oczy, zabijasz mnie, zabijasz mnie




Mocno uderzając w drzwi próbuję zapanować nad drżeniem swojego ciała, niestety bezskutecznie. Po tym co przeczytałam w tym kolorowym pismaku nie mogłam tak po prostu przejść do porządku dziennego. Nie zważając na prośby i groźby Seleny wybiegłam z jej mieszkania, tylko po to, aby niespełna dwadzieścia minut później stać pod domem Williama. Nie mam pojęcia czy jest w środku, ale nie odejdę stąd dopóki z nim nie porozmawiam!
Otwieraj, Reid!
Wkładam całą swoją siłę w kolejne uderzenie i dopiero kiedy słyszę kroki po drugiej stronie zaprzestaję dobijania się do drzwi.
Priddy…
Wbrew moim oczekiwaniom w progu staje piękna blondynka. Jej lazurowe tęczówki otoczone pierzyną długich rzęs spoglądają na mnie z zaciekawieniem. Mój wzrok mimowolnie wędruje na jej lekko zaokrąglony brzuszek schowany w opinającej go koszulce.
- Tak?
Jej cichy szept wyrywa mnie z natłoku własnych myśli. Oddychając płytko odwzajemniam jej spojrzenie.
- Melinda, prawda? – widząc uśmiech na jej twarzy zaciskam mocniej pięści – Wejdź, proszę. Coś się stało?
Zachęcona przez kobietę, na miękkich jak z waty nogach, przekraczam próg ich wspólnego mieszkania… ich azylu… miłosnego gniazdka, w którym już od wejścia rozchodziły się zapachy miłości, pożądania i uczucia.
- Jest William? – słysząc swój głos przeraża mnie jego piskliwy oddźwięk – Muszę z nim porozmawiać.
- Niestety musiał wyjść, ale niedługo będzie. Ale zapraszam na ciasto. Wypijemy herbatę, zjemy coś słodkiego i porozmawiamy, a w tym czasie przyjdzie i Reid.
Tylko ja tak mogę na niego mówić. Zapewne gdyby nie fakt, że koniecznie muszę się skontaktować z siatkarzem nigdy nie przystałabym na propozycję Amy, jednak teraz nie widzę innego wyjścia. Niepewnie podążając za blondynką do kuchni nawet na chwile nie spuszczam z niej oka. Idąc przede mną kobieta trajkocząc coś radośnie pod nosem energicznie gestykuluje dłońmi. Wskazując jedno z krzeseł uśmiecha się do mnie zapewniając, że cieszy się z moich odwiedzin.
Gdybyś tylko wiedziała kim jestem.
Na mojej twarzy pojawia się grymas. Być może właśnie ja powinnam raz na zawsze zakończyć ten pseudo związek Priddiego? Może to właśnie teraz wszystko jest w moich rękach. Skoro William nie ma odwagi powiedzieć Amy prawdy, ja powiem to za niego. Być może kiedy blondynka dowie się o romansie narzeczonego pozwoli mu odejść i ułożyć sobie życie z kobietą, którą naprawdę kocha… ze mną…
- A co tam u Richiego? Dawno go nie widziałam, nadal u niego mieszkasz?
- Słucham? – delikatnie kiwając głową próbuję skupić się na słowach niebieskookiej piękności
- Pytałam się czy nadal mieszkasz u Richiego.
Blondynka stawia na stole ciasto i kładąc obok niego nóż do krojenia uśmiecha się uroczo w moim kierunku
- Nie, wyprowadziłam się od niego jakiś czas temu. – czym z pewnością nie zasmuciłam Richarda – Ale ja muszę ci coś powiedzieć, Amy.
- Tak? – opierając się plecami o kuchenną szafkę kobieta krzyżuje ręce na piersiach – Zamieniam się w słuch.
- Nie jestem znajomą Richiego. Na dobrą sprawę nic o nim nie wiem. Jestem…
- … koleją kurwą mojego narzeczonego. – kończy za mnie
Jestem tak zdziwiona jej słowami, że przez krótką chwile nie wiem co mam odpowiedzieć. Spoglądając na nią szeroko otwartymi oczami nie stać mnie na wypowiedzenie żadnego sensownego zdania.
- No co się tak na mnie patrzysz? – Amy już nie przypomina uroczej blondynki sprzed paru minut – Myślałaś, że jestem na tyle głupia, żeby się nie domyślić. Wiedziałam o was odkąd oboje zniknęliście na tym bankiecie. Potem spotkałam cię u Richa, a twoje kłamstwo tylko utwierdziło mnie w przekonaniu o waszym romansie. Swoją drogą słaba z ciebie aktorka, Melindo. Chociaż starałaś się ukryć swoją wściekłość kiedy pindrzyłam się do Reida, to i tak widziałam, że chciałaś mnie zabić wzrokiem.
Jej cyniczny śmiech roznosi się głuchym echem po całym pomieszczeniu.
- Wiedziałaś? – jedynie tyle jestem w stanie z siebie wydusić
- Oczywiście, że wiedziałam i to nie tylko o tobie, ale o poprzednich również. Tyle ich było, że nawet nie próbowałam zapamiętać wszystkich imion, ale ty jesteś wyjątkowa. Żadna z twoich poprzedniczek nigdy nie odważyła się przyjść do naszego mieszkania.
- O czym ty mówisz, przecież Reid...
- Obiecywał, ze jesteś jedyną kobietą w jego życiu, że cię kocha, że odejdzie ode mnie tylko po to żebyście mogli być razem?
Jej pewność siebie peszy mnie. Nie mogąc wykrztusić z siebie nawet najmniejszego słowa delikatnie kiwam głową.
- Głupie, naiwne dziecko z ciebie. – wzdychając głośno kobieta uśmiecha się ironicznie pod nosem – Mówił to każdej z was a potem i tak wracał do mnie. Jak jakiś kundel z podkulonym ogonkiem kajał się przede mną.
- Kłamiesz. – syczę przez zęby – Łżesz.
- Przejrzyj na oczy Melinda. On lubił się z wami pierdolić, a potem i tak wracał do mnie i zawsze będzie to robił. Nie jesteś wyjątkowa, kochanie. Jesteś tylko jedną z wielu.
Sama nie wiem w którym momencie nóż ląduje w moich dłoniach. Mocniej zaciskając palce na rękojeści spoglądam na nią przepełnionym  wściekłości wzrokiem… a jej śmiech dociera do każdego zakamarka mojego umysłu… przerażający, pusty chichot działa na mnie jak czerwona płachta na byka.
- Odłóż to dziecko bo jeszcze sobie krzywdę zrobisz.
Mocno zagryzając wargi unoszę rękę… wymierzając kilka ciosów na oślep. Drwiący śmiech szybko zamienia w przeraźliwy krzyk, a następnie ucicha. Ciało blondynki osuwa się na zimne kafelki, pozostawiając za sobą krwawy ślad. Dopiero teraz spoglądam na swoje dłonie… czerwone od krwi… jej krwi.
- Co się tu dzieję?! – głośny krzyk William sprawia, że momentalnie się prostuję – Melinda, co ty tu… - widząc swoją narzeczoną lezącą w kałuży krwi momentalnie blednie – Amy, kochanie?!
Dosłownie w ułamku sekundy znajduje się tuż przy niej. Klękając drżącymi dłońmi ujmuję jej wątłą postać w swoje silne dłonie.
- Kochanie?! – tuląc ją do siebie kołysze delikatnie w ramionach – Amy, skarbie. Wytrzymaj to.
Jedną dłonią sięga do kieszeni swojego płaszcza wygrzebując z niej telefon.
- William. – robię krok w przód chcąc powiedzieć ukochanemu, ze wreszcie możemy być razem, jednak on piorunuje mnie morderczym wzrokiem
- Coś ty najlepszego zrobiła, pieprzona wariatko?! 
- William, kochanie przecież tego chciałeś, chciałeś żebyśmy mogli być razem, żeby ona nam nie przeszkadzała – na miękkich nogach podchodzę jeszcze bliżej – W końcu możemy być razem.
- Powinnaś się leczyć, jesteś chora! – krzyczy w moim kierunku, mocniej przyciskając telefon do ucha – Pogotowie? Potrzebuję pomocy, jak najszybciej…
Wymierzam cios… tylko jeden raz… nie chybiam…



***

Witam. Mam wrażenie, że zwaliłam całe to opowiadanie. Chociaż właśnie tak miał przebiegać ostatni odcinek, to mam dziwne przeczucie, że mogłam dać z siebie więcej. No, ale cóż. Najważniejsze, że już długo Was nie pomęczę. Niebawem tutaj pojawi się ostatni odcinek, a zakończeniem na Lost To You zakończę swoją „samodzielną”  karierę bloggerki.

Jeśli ktoś chciałaby podyskutować, zapraszam na TWITTERA, jak widać również i ja się dałam wciągnąć w te wszystkie tweety itd. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia niebawem, już po raz ostatni tutaj.

2013/03/24

Pochłaniasz mnie, a potem odtrącasz




Pokój dziecięcy, jak przystało dla malutkiej dziewczynki, jest oczywiście cały różowy. Na środku pomieszczenia stoi piękne, drewniane łóżeczko z grającą zabawką na górze. Wszystko jest na swoim miejscu, a ja czuję ogarniający mnie spokój. Widząc zabawki porozrzucane po podłodze na mojej twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech. Zdaje się, że nic i nikt nie zburzy mojego opanowania… i wtedy słyszę jej płacz. Nieprzyjemny, zimny dreszcz rozprzestrzenia się po całym moim ciele. Z szybko bijącym sercem podchodzę do łóżeczka dziewczynki. Leży w środku i płacze… tak przeraźliwie, głośno płacze. Jej drobniutkie ciałko jest całe zakrwawione. Chcę jak najszybciej ukołysać ją w ramionach, ale nie mogę.  Nagle moje sparaliżowane ciało, nie pozwala mi wykonać najmniejszego ruchu. W pewnym momencie czuję, że niewidzialne więzy, które mnie krępują, puszczają. Już mam przytulić moją kruszynkę… gdy nagle ona znika, po prostu rozpływa się w powietrzu, ale jej głośny, przeraźliwy płacz jest teraz jeszcze bardziej słyszalny. Paniczny strach sprawia, że ponownie nie mogę ruszyć się z miejsca. Pod powiekami zaczynają się zbierać kropelki słonej cieczy. Szlocham, a płacz mojej córeczki zdaje się atakować każdy zakamarek mojego umysłu i duszy. Zakrywając rękoma uszy pragnę nie słuchać jej krzyku, ale moje działania nie przynoszą żadnych rezultatów. Moje ciche łkanie przeraża się w dziki ryk. Jak w amoku kręcąc głową powtarzam tylko jedno zdanie: „Nie zabiłam!”

Otwierając powieki z trudem łapie oddech. Próbując unormować szybkie bicie serca wierzchem dłoni ścieram mokre ślady potu z czoła. Nie muszę patrzeć na zegarek i tak wiem, że do świtu jeszcze dużo czasu, niemniej jednak dzisiejszej nocy już nie zasnę. Podobnie jak wczorajszej czy kilku poprzednich. Od pewnego czasu wciąż gnębią mnie noce koszmary, w których występuje moje Maleństwo. Im dłużej Reid milczał, tym bardziej nienawidziłam siebie za to co zrobiłam. Za jednym zamachem straciłam nie tylko dziecko, ale również mężczyznę, który jest dla mnie wszystkim. Do szaleństwa pokochałam Priddego i już nawet nie mam siły, żeby przeciwstawiać się wszystkim oskarżeniom Seleny. Zmęczona całym tym zamętem biernie słucham kolejnych oszczerstw dziewczyny na temat mojego związku z siatkarzem. Tylko co ona może wiedzieć o miłości? Miała wspaniałego narzeczonego, który oprócz miłości i wsparcia mógł jej zagwarantować również stabilność finansową i dostojne życie. Niemniej jednak ona wolała postawić wszystko na jedną kartę i zdradziła Thomasa z jego najlepszym przyjacielem. Krótki i burzliwy romans szybko wyszedł na jaw, a idealne narzeczeństwo skończyło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jak teraz ta sama dziewczyna, która tak okrutnie postąpiła ze swoim mężczyzną, śmie mi tłumaczyć na czym polega miłość. Zawsze byłam niezależna i pewna siebie, jednak w momencie kiedy poznałam Williama wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczy się tylko on. Każdego dnia działam według tego samego schematu: po nieprzespanej nocy wypijam dużą filiżankę kawy próbując dodzwonić się do Priddy’ego; następnie siedzę w pokoju, w który obecnie zajmuję i z nadzieją wpatruję się w wyświetlacz telefonu; Selena wmusza we mnie porcję jakiegoś obiadu, a ja siedząc naprzeciwko niej trzymam jedną dłoń pod stołem mocno ściskając w niej komórkę; kładąc się spać zastanawiam się co teraz robi Reid, czy też o mnie myśli i mając telefon blisko walczy ze sobą, aby do mnie zadzwonić. Musi przecież o mnie pamiętać, o naszych wspólnych nocach, śmiałych pieszczotach i cichych szeptach… nie może tak po prostu nas przekreślić… za bardzo jesteśmy od siebie uzależnieni…

Mocniej przyciskając komórkę do ucha z narastającym napięciem czekam aż mężczyzna wreszcie podniesie słuchawkę. Po kilku dłuższych chwilach z drugiej strony dobiega mnie tak dobrze zdany, niski baryton.
- William Priddy. Niestety nie mogę odebrać telefonu, zostaw wiadomość po sygnale, a oddzwonię.
Uśmiechając się nerwowo pod nosem wierzchem dłoni wycieram łzy, które mimowolnie spływają po policzkach.
- Cześć Reid, z tej strony Melinda. Odezwij się, proszę. Strasznie za tobą tęsknie, kochanie.
Wciskając czerwoną słuchawkę odkładam aparat na blat kuchennego stołu. Wzdychając głośno dłońmi oplatam kubek z czarną kawą. Wpatrując się parujący napój pozwalam, aby kolejne długie sekundy przelatywały mi przez palce. Sama nie wiem ile dokładnie czasu spędzam w takiej pozycji, dopiero głośny trzask drzwi wejściowych powoduje, że budzę się z letargu własnych myśli.
- Pieprzony hipokryta! – krzyk Seleny drażni moje uszu – Walnięty sukinsyn!
Prostując się z zaciekawieniem spoglądam na próg kuchni, w którym zjawia się rozłoszczona dziewczyna.
- Co się stało?
- Masz! Zobacz sobie to! – rzucając na stół zwiniętą gazetę blondynka zajmuje miejsce naprzeciwko mnie
- Co to ma być?
- No zobacz, jaki z twojego Williama wspaniały facet. – słysząc imię ukochanego mężczyzny mojej serce mimowolnie zaczyna bić dwa razy szybciej
Drżącymi dłońmi rozkładam pomięty magazyn i w jednej chwili mocno tego żałuję. Uśmiechnięte zdjęcie Reida obejmującego Amy jest dla mnie jak milion małych szpileczek wbitych prosto w poranione serce.
- Przeczytaj. – energicznie kiwając głową Sel nerwowo stuka palcami o krawędź stołu –
Zobacz jakiego skurwysyna pokochałaś.
Milcząc przejeżdżam wzrokiem bo krótkim tekście umieszczonym w rubryce „News Dnia”.

„Małe-wielkie szczęście Willama Priddy’ego!
Znany, amerykański siatkarz – William Priddy oraz jego urocza partnerka Amy zostaną rodzicami! Szczęśliwa, przyszła mama umieściła na znanym portalu społecznościom zdjęcie, w którym pochwaliła się lekko zaokrąglonym brzuszkiem. Zapytany,  przez naszą gazetę, o obecną sytuacje William z szerokim uśmiechem zdradził: „Jestem przeszczęśliwy. Od zawsze marzyłem o dziecku, dlatego cieszę się, że za parę miesięcy razem z Amy zostaniemy rodzicami”. Nie pozostaje nam już nic innego jak życzyć narzeczeństwu dużo miłości i szczęśliwego oczekiwania na Maleństwo.”

Mocniej zaciskając palce na papierowych stronach resztami sił powstrzymuję się przed wybuchnięciem płaczem.
- Widzisz ile wart jest twój William. Od zawsze mówiłam ci, że jest parszywym kłamcą, ale ty oczywiście wiedziałaś lepiej.
Nie słucham jej. Gwałtownie wstając z miejsca w pośpiechu wychodzę z pomieszczenia.
- Melinda co ty chcesz zrobić? – zakładając buty i zgarniając z wieszaka swój płaszcz nie zwracam uwagi na zaniepokojoną blondynkę – Mel, do cholery powiedź coś.
- Niedługo wrócę. – w przelocie muskając swoimi wargami jej policzek szybko wybiegam z mieszkania
Muszę się spotkać z Williamem… natychmiast…

***

Witam. Jak zwykle opóźniona, ale jeszcze tylko dwa odcinki i również ta historia dobiegnie końca. Jak widać całe opowiadanie wchodzi w kulminacyjny moment. Jak to się wszystko potoczy? Przekonacie się już niebawem. Pozdrawiam. 

2013/02/17

Jestem obłąkana z miłości




Odchylając głowę w tył delikatnie przymrużam powieki. Biorąc głęboki wdech próbuję zmusić się do uśmiechu, jednak głośny śmiech dzieci bawiący się na pobliskim placu zabaw sprawia, że momentalnie poważnieje. Prostując się zaciekawiona zerkam w stronę skąd dobiegają radosne, dziecięce głosiki. Widząc grupkę maluchów bawiących się piłką, moja dłoń mimowolnie ląduje na płaskim brzuchu. Delikatnie go masując próbuję powstrzymać łzy, które zdążyły już nagromadzić się pod moimi powiekami. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że będę w stanie wykrzesać w sobie uczucie do kogoś innego niż Reid.  Tymczasem teraz kiedy siatkarz poprosił mnie o „przerwę” w naszych relacjach, po raz pierwszy zaczynam zastanawiać się co tak naprawdę Priddy do mnie czuje. To, że dla mnie jest całym światem, wie doskonale. W końcu z miłości do niego zrobiłabym wszystko… nawet zabiłam nasze dziecko. Tak, poddałam się aborcji. Zanim razem z Williamem poszłam do gabinetu nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym jakie konsekwencje poniesie za sobą moja decyzja. Przecież Reid miał racje: byłam młoda, piękna, całe życie czekało na mnie otworem, a dziecko raz na zawsze pozbawiłoby mnie marzeń o cudownej, wolnej młodości. Poza tym był jeszcze on – najważniejszy mężczyzna w moim sercu. Gdybym tylko zdecydowała się urodzić rozwaliłabym również i jego, w miarę, ułożone życie. Kiedy tylko powiedziała Reidowi, że zdecydowałam się na zabieg na jego twarzy dostrzegłam uczucie ogromnej ulgi. Nie minęło kilka dni, a ja już byłam umówiona na wizytę u jego zaprzyjaźnionego lekarza. Aborcja była szybka i tylko trochę bolała. Przez kilkanaście kolejnych dni William niemal codziennie gościł w moim świecie. Przynosił kwiaty, prezenty, mówił jak bardzo mnie kocha… a później tak po prostu powiedział, żebym dała mu czas. Niewiele myśląc spakowałam swoje rzeczy od Richiego i tak po prostu wyszłam z jego mieszkania. Schronienie znalazłam u osoby, którą jeszcze tak niedawno chciałam posłać do wszystkich diabłów. Selena, chociaż nie bez małych oporów, zgodziła się, abym na kilka dni zatrzymała się właśnie u niej.  Jednak spędzanie całego wolnego czasu, którego ostatnio miałam aż w nadmiarze, w czterech ścianach i czekanie na telefon Williama zaczęło mnie już powoli nudzić. Dlatego też musiałam chociaż na chwilę się stamtąd wyrwać. Sama nie wiem dlaczego przyszłam, akurat tutaj. Może instynktownie zaczęłam odczuwać pustkę po dziecku, które sama zabiłam. Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, jednak teraz coraz częściej zadaję sobie pytanie jak wyglądałoby moje maleństwo. Może byłaby to córeczka podobna do mnie, a być może chłopczyk, który byłby zwierciadlanym odbiciem Reida? Im częściej się nad tym zastanawiam, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że potrafiłabym pokochać tą małą kruszynkę. Tylko czy teraz to ma jakikolwiek sens? Naszego dziecka i tak nie ma, a w swojej głowie non stop słyszę przeszywający mnie na wskroś szept Priddego: „Albo usuniesz tą ciąże albo już nigdy więcej mnie nie zobaczysz”. Przystałam na jego warunki, a teraz niczym ścięty kwiat usycham z tęsknoty, czekając na jakikolwiek kontakt z nim. Wiem, że napisze albo zadzwoni. Zawsze to robi, więc teraz nie może być inaczej.
Reid.
Brakuje mi jego dużych, silnych dłoni; wilgotnych, spragnionych warg oraz cichego, przeszywającego mnie na wskroś szeptu. Przymrużając powieki oczyma wyobraźni czuję zdecydowany dotyk Williama na swoim nagim ciele, a do uszu dochodzi słodki dźwięk jego czułych słówek. Dałabym wszystko, żeby tylko siatkarz był teraz ze mną, a tymczasem on uparcie milczy. Nigdy nie płakałam po żadnym mężczyźnie. Jestem silną kobietą i zawsze to ja bawiłam się partnerami… do czasu kiedy szaleńczo pokochałam Priddiego. On był zupełnie inny niż wszyscy. Z jednej strony dojrzały i stanowczy, z drugiej kolei subtelny i namiętny. Tak bardzo chcę już przestać ukrywać przed światem uczucia jakimi go darzę. Najchętniej wykrzyczałabym wszystkim, że siatkarz jest jedynym mężczyzną bez którego nie wyobrażam sobie swojego życia. Kocham go… jakkolwiek dziwie by to brzmiało to do granic szaleństwa kocham starszego o piętnaście lat mężczyznę…

Opierając się plecami o zimną ścianę z gorzkim uśmiechem przyglądam się krzątającej po kuchni Selenie. Nasze kontakty dalekie były do doskonałych, jednak w chwili gdy potrzebowałam pomocy tylko ona podała mi dłoń. Nawet nie spoglądając na wyświetlacz telefonu instynktownie wystukuję na nim dziewięciocyfrową kombinację. Wciąż obserwując dziewczynę przystawiam komórkę do ucha z nadzieją, że chociaż przez krótką chwilę usłyszę ukochany głos. Niestety po trzech sygnałach dochodzi do mnie dźwięk automatycznej sekretarki. Cierpliwie czekając na ten pieprzony sygnał lekko kręcę głową.
- Cześć Reid. Wiem, że mieliśmy na chwilę przestać się kontaktować, ale bardzo za Tobą tęsknie, wiesz? Odezwij się kiedy odsłuchasz tą wiadomość.
Wyłączając komórkę kładę ją z powrotem na blat stołu. Selena stawia obok telefonu kubek z parującą kawą, a następnie zajmuje miejsce naprzeciwko mnie.
-  Jakich jeszcze potrzebujesz dowodów, żeby zrozumieć, że ten twój cały Reid jest starym sukinsynem? – jej lekko sarkastyczny głos jeszcze jakiś czas temu doprowadzał mnie szału, jednak teraz oplatając dłońmi kubek bez żadnego odzewu „wlepiam” wzrok w czarną ciecz wewnątrz – Pobawił się tobą, miał trochę odskoczni od rutyny i podziękował.
- On jeszcze zadzwoni. – staram się, aby moje słowa były pewne jednak w ostateczności z moich ust wydobywa się cichy pisk – Zawsze dzwonił.
- Kiedy łaskawy Priddy zaszyci cię swoim telefonem, co? – teatralnie przewracając oczami blondynka wzdycha głośno – Mel, proszę cię nie bądź głupia. To już skończone, was już nigdy nie będzie.
Selena kłamie! Nie ma prawa oceniać naszego związku, przecież nie wie jak wielkim uczuciem się darzymy. Dla Williama jestem w stanie zrobić wszystko... nawet…
- Zabiłam nasze dziecko. – nie unosząc wzroku szpecę cicho w nadziei, że dziewczyna może nie dosłyszała
Nie mogłam już dłużej trzymać tego w sobie. Musiałam komuś o tym powiedzieć, a cóż Sel była najbliżej.
- Co ty zrobiłaś?! – momentalnie się prostując blondynka śmieję się nerwowo – Melinda powiedź, że żartujesz?!
Kręcąc głowa niepewnie spoglądam na jej twarz. Widząc jak jej niebieskie tęczówki ślą w moją stronę burzę gromów momentalnie wracam do wpatrywania się w kawę.
- Nie wierzę, Mel! Po prostu nie wierzę, że posunęłaś się do czegoś takiego. Dlaczego?
- Nie miałam wyboru, kiedy William dowiedział się o ciąży powiedział, że jeśli jej nie usunę to raz na zawsze zniknie z mojego życia.
- Co ten sukinsyn w sobie ma, że tak go kochasz, co? – mocniej zaciskając dłonie na kubku biorę głęboki wdech doskonale wiedząc co spotka mnie za chwilę – Jak mogłaś dać mu się omamić do takiego stopnia, żeby zabić własne dziecko?! Mel, co ci do cholery odbiło?!
- Musiałam.
- O nie, nie! Na pewno nie musiałaś zabijać tego niewinnego maleństwa.  Jesteś po prostu naiwną idiotką, która uwierzyła w piękne słówka jakiegoś starego, zgrzybiałego dziada….
- Nie masz prawa… - chcę coś powiedzieć, ale blondynka nie daje mi dojść do głosu
- … myślałaś, że jak poddasz się aborcji to on będzie już zawsze twój?! Co ty najlepszego zrobiłaś dziewczyno. Zupełnie cię nie poznaję.
- Sel…
- Jesteś zwykłą morderczynią, Mel. Wyrafinowaną, podłą suką…


***

Witam! Po bardzo długiej przerwie zawitałam i tutaj. Mam za sobą zdaną sesję, ale jak to już u mnie normalne, na początku wolnego dorobiłam się jakiegoś choróbska.  No, ale nie będę Wam marudzić. Jak widać powróciłam, z jakim efektem? No cóż nie będę się wypowiadać. Postaram się niebawem pojawić również na innych historiach, a tymczasem do zobaczenia.



2012/12/21

Lubię sposób w jaki to boli




Opierając się plecami o zimne kafelki wanny z niedowierzaniem wpatruję się w niewielki przedmiot trzymany w dłoniach. Mocniej zaciskając pięści na teście ciążowych, zastanawiam się kiedy to mogło się stać. Doskonale wiedząc jakie mogłyby być konsekwencje naszego nieodpowiedzialnego zachowania staraliśmy się uważać. Poza tym jestem jeszcze za młoda na bycie matką, mam niespełna dziewiętnaście lat! Cały świat stoi przede mną otworem, a tymczasem okazuję się, że razem z Reidem zostaniemy rodzicami. Jednak jestem przekonana, o tym, że kiedy powiem Priddemu o ciąży, a pierwszy szok tą wiadomością minie, to siatkarz będzie wniebowzięty. W sumie zawsze powtarzał, że marzy o dziecku.
William.
Może właśnie fakt, że za kilka miesięcy urodzi się nasze maleństwo sprawdzi, że Reid w końcu odważy się odejść od Amy. Przecież jej nie kocha, a tylko ja jestem najważniejszą kobietą w jego życiu. Dlatego też dziecko, chociaż pojawi się przedwcześnie, może się okazać istnym błogosławieństwem w naszym przypadku. Wreszcie będziemy mogli stworzyć prawdziwy związek bez ciągłego ukrywania się. Będziemy razem… już na zawsze.
- Cholera jasna, długo jeszcze zamierzasz blokować łazienkę?! – mocne walenie w drzwi sprawia, że momentalnie wracam do realnego świata – Przypominam, że w przeciwieństwie do ciebie ja pracuję!
Wkładając test z powrotem do opakowania chowam go w kieszeni satynowego szlafroku. Richard nie musi na razie wiedzieć o tym, że w najbliższym czasie zostanie wujkiem – pierwszą osobą, którą się o tym dowie będzie William.
- Melinda! Spóźnię się przez ciebie!   
Uśmiechając się cynicznie pod nosem specjalnie ociągam się z opuszczeniem łazienki. Cóż, moje stosunku z przyjacielem Priddego trudno nazwać nawet poprawnymi, nic więc dziwnego, że denerwowanie blondyna sprawia mi niemało radości i dawało wspaniałe uczucie satysfakcji. Poprawiając dłonią włosy po raz ostatni przyglądam się swojemu odbiciu w lustrze, po czym powoli przekręcam zamek w drzwiach.
- Uwielbiasz działać mi na nerwy. – mroźne spojrzenie Richiego nie robi na mnie najmniejszego wrażenia – Powinnaś była być mi wdzięczna, a nie zachowywać się jak pieprzona księżniczka.
- Czy ty przypadkiem jeszcze przed chwilą tak bardzo się nie śpieszyłeś, Richardzie? – ton mojego głosu jeszcze bardziej irytuje mężczyznę, który zaciskając pięści spogląda mnie wilkiem
- Nie pogarszaj swojej sytuacji, mała. William nie jest cudotwórcą. Kiedy wystawie twoje walizki za drzwi to wierz mi, że nie znajdziesz cieplutkiego kąta u niego i Amy.
Mimowolnie poważnieje. Rich doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że narzeczona siatkarza jest moim czułym punktem. Jej ostatnia wizyta w mieszkaniu blondyna cudem obyła się bez ofiar, ale z pewnością gdyby jeszcze trochę pouwieszała się przy twarzy Reida nie wytrzymałabym. Priddy przypuszczając co mogłoby się wydarzyć szybko zadecydował, że oboje z Amy wracają do domu. Oczywiście byłam wściekła, w końcu to miał być tylko nasz wieczór, niemniej jednak William wszystko wynagrodził mi z nawiązką.
- Dobrego dnia. – syczę przez zęby nawet nie spoglądając w stronę mężczyzny – Źle byłoby gdyby twój szef zauważył twoje spóźnienie…

Niepewnie spoglądając na wejście do hotelowego pokoju nerwowo gładzę cienki materiał swojej sukienki. Postanowiłam, że właśnie dzisiaj powiem Williamowi o ciąży. Im szybciej siatkarz dowie się o dziecku, tym szybciej będziemy mogli zacząć wspólne, wspaniałe życie. Na samą myśl o naszej przyszłości czuje jak przyjemny, ciepły dreszcz przebiega wzdłuż linii mojego kręgosłupa. Biorąc głęboki wdech przymrużam powieki. Jestem pewna, że kiedy tylko Reid dowie się o naszym maleństwie sam zadecyduję, że już koniec z ukrywaniem się i przedstawianiem szopki o jego udanym związku z Amy. Blondynka nie stanowi dla mnie żadnego zagrożenia, a William jest już tylko mój.
Dźwięk otwieranych drzwi sprawia, że momentalnie wstaję z łóżka na którym siedziałam. Szybko poprawiam niesforny kosmyk włosów, który wydostał się ze skrzętnie ułożonego koczka. Widząc uśmiech na twarzy Priddego odwzajemniam gest.
- Kocie. – podchodząc do mnie mężczyzna od razu zamyka moje ciało w swoim szczelnym uścisku – Nawet nie wiesz jak tęskniłem.
Jego wargi składają subtelne muśnięcia na moim odsłoniętym dekolcie, a dłonie od razu odnajdują drogę do metalowego zamka niebieskiej sukienki.
- Skarbie, musimy porozmawiać. – odpowiadam drżącym głosem czując ciepły dotyk siatkarza na swoim odsłoniętym ciele
- Mel, musimy teraz? – nie przestając mnie całować mężczyzna schodzi swoimi ustami niżej – Mamy naprawdę niewiele czasu.
- To ważne, Reid. – nie mogę zwlekać z powiedzeniem mu prawdy – Jestem w ciąży. Zostaniemy rodzicami.
Siatkarz gwałtownie się prostuje. Odsuwając mnie od siebie z niedowierzaniem spogląda w moje tęczówki. Mimowolnie delikatnie się uśmiecham.
- Melinda, powiedz mi, że żartujesz.
- Nie, William. Mówię prawdę, jestem w ciąży. Dzisiaj rano zrobiłam test, wyszedł pozytywny. Dla potwierdzenia poszłam do lekarza. Jestem w siódmym tygodniu, skarbie. To cudownie, prawda? – obejmując dłońmi jego szyje krzyżuje swój wzrok z jego – W końcu będziemy mogli być razem.
- Co ty za głupoty wygadujesz, dziewczyno?! - zaciskając swoje palce na moich ramionach Priddy potrząsa mną energicznie – Wiesz, co to wszystko oznacza?!
- Wiem. – stal jego tęczówek przeszywa mnie na wskroś – Odejdziesz od Amy i będziemy mogli zacząć wszystko od nowa, razem.
Cyniczny śmiech siatkarza roznosi się po niewielkim, hotelowym pokoiku. Nie na taką reakcję byłam przygotowana. Spodziewałam się, że Reid będzie w szoku, jednak nie sądziłam, że wiadomość o ciąży doprowadzi go do jakieś dzikiej furii.
- Musimy coś z tym zrobić. – mówi nachylając się w moim kierunku
- Co masz na myśli? – pytam drżącym głosem czując jego ciepły oddech na swojej szyi
- Albo usuniesz tą ciąże – szepce tuż nad moim uchem – albo już nigdy więcej mnie nie zobaczysz…

***

Witam. Udało mi się w końcu coś tutaj napisać. Ponieważ już przeżyliśmy koniec świata, tak więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, ze do końca roku z pewnością nie uda mi się skończyć żadnej z moich historii. Niemniej jednak mam nadzieję, że do rozpoczęcia sesji zimowej przestanę Was już zanudzać swoimi wypocinami. Pozdrawiam i do następnego. Nie składam jeszcze życzeń, bo mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze przed Świętami.








2012/11/26

Zagubieni krzywdzimy siebie




Przeciągając się z triumfującym uśmiechem spoglądam na siedzącego przy stole blondyna. Jego wzrok utkwiony w filiżance kawy rozśmiesza mnie. Moja obecność wyraźnie go peszy i zapewne gdyby nie fakt, że obiecał pomóc Williamowi już dawno wystawiłby moje walizki za drzwi.
- Dzień dobry. – zgarniając z lodówki butelkę wody zajmuje miejsce naprzeciwko Richiego – Jak się spało?
Odburkując pod nosem krótkie „dobrze” mężczyzna mocniej zaciska palce na porcelanowym naczynku. Nawet nie siłuje się na jakiekolwiek uprzejmości w moim kierunku. Upijając łyk kofeinowego świństwa unika skrzyżowania naszych spojrzeń. Opierając się wygodniej o oparcie krzesła zerkam na niego odważnie. Kosmyki moich drugich włosów niesfornie wypadają z luźnego kucyka, a zbyt duży T-shirt podwija się nieznacznie ukazując brzeg koronkowych fig. W przeciwieństwie do blondyna nie odczuwam żadnej krępacji w zaistniałej sytuacji. Doskonale znam auty swojego ciała i nie mam zamiaru ubierać się jak zakonnica tylko dlatego, że mieszkam pod jednym dachem z mężczyzną.
- Ty zawsze taki rozmowny jesteś?
- A to dla ciebie jakiś problem?
- W sumie mieszkamy razem, dobrze byłoby od czasu do czasu porozmawiać jak cywilizowani ludzie.
- Po pierwsze przebywamy pod jednym dachem, a nie mieszkamy, a po drugie nie zapominaj, że to tylko na jakiś czas. Kiedy tylko Priddy znajdzie jakieś lokum dla ciebie, znikasz stąd.
Słuchając jego cierpkiego głosu nie mogę powstrzymać uśmiechu.  Opierając łokcie o blat stołu łącze dłonie i wspieram o nie brodę.
- Strasznie mnie nie lubisz, prawda?
- Z natury nie lubię dziwek.
Momentalnie moje ciało napręża się jak struna, a pięści mimowolnie zaciskają się w szczelną kulkę.
- Nie masz prawa tak się do mnie odzywać. – syczę przez zęby śląc pełne wściekłości spojrzenie
- Bo co mi zrobisz? – pierwszy raz odkąd weszłam do kuchni jego niebieskie tęczówki uważnie lustrują moją osobę – Poskarżysz się Williamowi? Śmiało. Przypominam ci tylko, że jak na razie oboje jesteście na mojej łasce.
- Jesteś perfidnym sukinsynem, wiesz o tym?
Z początku niepozorny blondyn, czując moją irytacje, nabiera pewności siebie.
- A ty jesteś zbyt pewna swojej pozycji. Myślisz, że Priddy wybrał cię bo jesteś jakaś wyjątkowa, wspaniała czy cudowna? Że cię kocha? - odważnie odwzajemniając mój wzrok mężczyzna uśmiecha się delikatnie pod nosem – Po prostu lubi cię pieprzyć, mała.
Jestem tak zszokowana jego postawą, że po raz pierwszy nie umiem znaleźć trafnej riposty. Siedząc na kuchennym krześle wpatruje się tępo w jego osobę.
- Słuchaj lepiej sama skończ ten romans, zanim oboje zamienicie swoje życie w jakieś bagna. – Dobrze ci radzę, Melinda.
Wstając z miejsca Richard nawet nie czeka na jakąkolwiek moją reakcje. Rzucając krótkie „na razie” wychodzi z pomieszczenia zostawiając mnie zupełnie samą…

… pociągając usta krwistoczerwoną szminką po raz ostatni spoglądam na swoje odbicie w lustrze. Koronkowa, czarna sukienka opina moje ciało podkreślając wszystkie te auty, które od zawsze podobają się Williamowi; włosy upięte w ścisły kok kontrastują z długimi, złotymi kolczykami, a czerwone szpilki dodają pikanterii całej stylizacji. Uśmiechając się sama do siebie jestem zadowolona z efektu końcowego swoich przygotowań do spotkania z Williamem. Dzisiaj mieliśmy spędzić cały wieczór razem i już nie mogłam się doczekać kiedy ponownie zasmakuje jego malinowych warg. Jestem od niego totalnie uzależniona, dlatego też poranne zarzuty Richarda postanowiłam puścić mimo uszy. Priddy mnie kocha – jestem o tym święcie przekonana.
Dzwonek do drzwi wyrywa mnie z toku myśli. Poprawiając materiał sukienki kieruję się w stronę wejścia do mieszkania, aby wpuścić Reida do środka – to na pewno musi być on, w końcu jesteśmy umówieni. Z szerokim uśmiechem na ustach pociągam za klamkę jednak napotykając niesamowity lazurowy odcień spojrzenia mojego gościa poważnieje. Długie, jasne włosy kobiety leniwymi falami opadają na ramiona, a wspaniale skrojony strój uwydatnia jej idealną sylwetkę. Jest piękna… nic więc dziwnego, że była w stanie zawrócić w głowie Williamowi.
- Przepraszam, ale chyba pomyliłam mieszkania? – zmieszanie malujące się na jej twarzy śmieszy mnie – Szukam Richiego.
- Dobrze trafiłaś. Rich jest w pracy, za jakiś czas powinien wrócić. – zmuszam się do uprzejmości kierowanych pod jej adresem – Jeśli chcesz to oczywiście zapraszam do środka.
- Dziękuje. – każdy jej ruch przepełniony jest gracją i elegancją – Nie wiedziałam, że Richie ma kogoś.
- Nie jesteśmy parą, raczej dobrymi znajomymi. Mam małe problemy mieszkaniowe i Richard zaoferował mi swoją pomoc.
- To takie typowe dla niego. – w policzkach Amy pojawiają się urocze dołeczki – W sumie ja też mam do niego prośbę, dlatego przyszłam.
Obie kierujemy się w stronę salonu. Siadając na jednym z foteli blondynka uśmiecha się przyjaźnie w moją stronę.
- Przepraszam za bezpośredniość, ale mam takie dziwne wrażenie, że już kiedyś się widziałyśmy.
Musi mnie pamiętać z balu na którym poznałam Reida. Co prawda nie miałyśmy zbytniej możliwości na zapoznanie się tamtego wieczoru, niemniej jednak nie mam najmniejszej ochoty na wchodzenie w jakieś bardziej zażyłe stosunki z Amy. Jest narzeczoną faceta, którego kocham – najchętniej wysłałabym ją na drugi koniec świata bez możliwości powrotu.
- Wydaje ci się. Na pewno nie miałyśmy przyjemności się poznać.
- W ogóle, jaka ja jestem rozgarnięta. Nie przedstawiałam się. Amy. – wstaje i wyciąga swoją prawą dłoń
- Melinda.  – niepewnie odwzajemniam uścisk
Stoimy naprzeciw siebie uważnie się sobie przyglądając i milczymy. Moja ambiwalencja odnośnie jej entuzjastycznego nastawienia wyraźnie ją stopuje, powodując, że blondynka nawet nie próbuje podtrzymywać dalszej rozmowy. Dopiero dźwięk otwieranych drzwi wzbudza nasze zainteresowanie.
- Zgadnij kto to? – głos Williama mimowolnie sprawia, że moje serce wariuje
Wchodząc do salony Prridy od razu dostrzega niespodziewanego gościa.
- Amy?! Co ty tu robisz?
- Cześć kochanie. – podchodząc bliżej niego kobieta uśmiecha się promienienie – Szukam Richiego, a ty?
- Ja… co ja tu robię… miałem oddać Richowi kilka rzeczy… - nie wiem czy blondynka jest taka głupia czy po prostu nie chce zauważyć strachu w stalowych tęczówkach siatkarza – Tak, przyszedłem do Richa.
- No proszę, Richard jest naprawdę rozchwytywany. – śmiejąc się Amy wtula się w bok Reida – A ty się nawet ze mną nie przywitasz, skarbie?
Przygryzając wargę czekam na reakcje mężczyzny. Obserwując mnie uważnie William niepewnie muska swoimi ustami blady policzek narzeczonej, a ja czuje jak złość i frustracja wypełnia każdy zakamarek mojego ciała…

***

Jestem i tutaj. Wiecie, że jesteśmy na półmetku? Jeszcze tylko pięć odcinków i również ta historia będzie mogła trafić do szuflady „zakończone”. Miejmy nadzieję, że nastąpi to prędzej niż wszyscy się tego spodziewamy. Pozdrawiam Was serdecznie.



2012/10/22

To piękne kłamstwo




- William, ty chyba żartujesz?! – Richard podnosi głos jednak widząc zmarnowaną minę przyjaciela momentalnie ścisza swój ton do szeptu – Przecież to jest chore.
- Proszę cię, Rich. To tylko kilka dni, dopóki nie uda mi się znaleźć dla Melindy czegoś innego.
- Wiesz o co ty mnie prosisz? Zrozum, dawanie ci alibi to jedno, ale trzymanie pod swoim dachem twojej kochanki to już przesada.
- Do cholery, jesteś moim przyjacielem Richie więc mi pomóż.
Blondyn jest ostatnią nadzieją Priddego. Kiedy kilkanaście godzin wcześniej siatkarz dowiedział się o tym co zrobiła Melinda był wściekły. Jej lekkomyślna decyzja i przyznanie się do zdrady w przyszłości może zaowocować w konsekwencje, które negatywnie odcisnął się na wizerunku budowany przez niego od lat. Jest w końcu Williamem Reidem Priddym – siatkarzem idealnym, nie tylko w sferze zawodowej, ale również i w życiu prywatnym. Dopóki Amy nie dowie się o jego niewierności może czuć się niezagrożony. Swoją drogą mężczyzna odczuwa pewnego rodzaju satysfakcje – nie rezygnując z niczego może mieć jednocześnie namiętność i pożądanie w swoich relacjach z Mel oraz troskę i uznanie w ramionach swojej narzeczonej. Taki plan jak najbardziej mu odpowiada.
- Ale tylko kilka dni. Potem ona się stąd wynosi. – Richard z dezaprobatą kręci głową – Cholernie drogo kosztuje mnie nasza przyjaźń, Priddy.
Siatkarz nie może powstrzymać triumfalnego uśmiechu. Wiedział, że prędzej czy później blondyn zmięknie i przystanie na jego propozycję. Jest w końcu jego najlepszym przyjacielem – może więc potępiać jego zachowanie, ale zawsze mu pomaga.
- Dzięki stary. Wiszę ci przysługę.
Rich burka coś pod nosem. Planuje coś powiedzieć, jednak pojawienie się Melindy krzyżuje jego plany. Dziewczyna wychodzi z łazienki. Opasana jedynie ręcznikiem uśmiecha się promienie w stronę Williama, a z kosmyków jej długich, brązowych włosów skapują kolejne kropelki wody.
- Nie sądziłam, że prysznic kiedykolwiek okażę się być dla mnie tak przyjemny.
- Kochanie, Richie zgodził się, żebyś pomieszkała u niego dopóki nie znajdziemy ci jakiegoś innego lokum.
- Jasne nie ma problemu. – siatkarz wyczuwa w słowach przyjaciela ironie, jednak nie chcąc wprowadzać nerwowej atmosfery milczy  - Zostawiam was samych, muszę wracać do pracy. Będę wieczorem.
Richard szybkim ruchem zgarnia z wieszaka swoją kurtkę i wychodzi z mieszkania. Gdy tylko zamykają się za nim drzwi Melinda z kokieteryjnym uśmiechem przybliża się do Priddego. Duże, silne dłonie mężczyzny obejmują ją w pasie.
- Zostaliśmy sami. – jej wargi subtelnie muskają kącik jego ust – Może moglibyśmy ten czas jakoś przyjemnie spożytkować?
Wspinając się na place dziewczyna zarzuca swoje ręce na jego szyję. Tylko w takiej pozycji różnica wzrostu, jaka występuje pomiędzy nimi, nie jest, aż tak widoczna.
- Moglibyśmy jakoś uczcić fakt, że Chris to już przeszłość.
Ostrożnie głaszcząc palcami jej policzek William uśmiecha się delikatnie. Tak bardzo chcę przystać na jej propozycję, ale wie, że nie może. Ma już inne plany na dzisiejszy wieczór.
- Innym razem, skarbie. Mam dzisiaj spotkanie z lekarzem, może dowiem się kiedy wreszcie będę mógł wrócić do siatkówki. Ale obiecuję, ze jutro ci wszystko wynagrodzę.
Pochylając się na nią siatkarz składa na jej wargach pocałunek, który dosłownie w ułamku sekundy przeradza się w dziki taniec języków…

… popijając spory łyk czerwonego wina Reid z zaciekawieniem zerka na blondynkę, która wtulona w jego bok opowiada mu co spotkało ją dzisiejszego dnia. Oczywiście, że kilka godzin wcześniej okłamał Melindę – nie mógł jej przecież powiedzieć, że dzisiejszy wieczór obiecał spędzić z narzeczoną. Brunetka jest w końcu nieobliczalna, co pokazała zrywając zaręczyny z Chrisem, więc siatkarz nawet nie chcę się domyślać jak zareagowałaby na wieść o jego romantycznym wieczorze z Amy.
- Dobrze mi z tobą Will, wiesz?
Tylko ona zwraca się do niego takim skrótem. Uśmiechając się delikatnie w jej kierunku siatkarz momentalnie zamyka jej wątłe ciało w żelaznym uścisku swoich ramion.
- Mi z tobą też.
- Nawet nie chcę myśleć co bym zrobiła, gdybym kiedykolwiek cię straciła.
- Nie stracisz mnie.
Priddy sam dziwi się z jaką lekkością wypowiada te słowa. Kocha Amy, jednak jakaś część jego, nawet w tym momencie, wyrywa się do pięknej, młodej Melindy. Jest w końca tylko facetem, który lubi dobrą zabawę, a szybciej znajdzie ją w ramionach namiętnej dziewiętnastolatki niż statecznej trzydziestolatki.
- Mówisz tak tylko dlatego, żebym się nie denerwowała. – blondynka uśmiecha się kokieteryjnie w jego kierunku
Odstawiając kieliszek z alkoholem na szklany blat stolika mężczyzna nawet na ułamek sekundy nie spuszcza wzroku z Amy. Kosmyki, jej długich, jasnych włosów leniwymi falami opadają na odsłonięte ramiona, a duże, lazurowe oczy spoglądają na niego spod gęstej pierzyny rzęs. Jest piękna. Każdy jej ruch przepełniony jest gracją i lekkością, ale mimo wszystko nie może się równać z Melindą. Brunetka już na dobre zawróciła siatkarzowi w głowie i chociaż teraz trzyma w swoich ramionach kobietę, o której marzy nie jeden facet, to jego myśli i tak kręcą się wokół młodej kochanki. Wie, że zachowuje się podle w stosunku do Amy. Racząc ja kolejnymi kłamstwami zapewnia sobie bezpieczne schronienie i wizerunek idealnego mężczyzny, ale właśnie w takiej sytuacji jest mu wygodniej. Nie umie radykalnie odciąć się od którejkolwiek ze swoich kobiet i chociaż brzmi to dość absurdalnie to na swój sposób kocha je obie.
- Ale ty się lubisz ze mną droczyć. – opierając się wygodniej o oparcie kanapy William ponownie obejmuje ramieniem wątłe ciało blondynki
Śmiejąc się Amy ufnie wtula się w narzeczonego. Wzdychając z ulgą siatkarz przymruża powieki. Nie może pozbyć się uczucia rosnącej satysfakcji. Nie rezygnując z żadnej z kobiet ma wszystko to co chce posiadać. Z precyzją jakiegoś sztukmistrza owinął sobie zarówno Amy jak i Melindę wokół palca, a teraz bez żadnych skrupułów wykorzystuje ufność oraz naiwność jednej i drugiej.
- Will?
- Tak?
Spoglądając na blondynkę siatkarz napotyka jej roześmiane tęczówki. Doskonale wie o co jej chodzi. Nachylając się nad nią z uśmiechem szepcze do jej ucha słowa, które kobieta chce usłyszeć.
- Jestem tylko twój, Amy.
Trzydziestolatka z uśmiechem prostuje się i ostrożnie muska swoimi wargami kącik jego ust.
- Chodźmy do sypialni. – szepce
O to właśnie mu chodziło. Po raz kolejny dopiął swego… może i jest sukinsynem… ale za cholernie szczęśliwym i spełnionym sukinsynem…



***
Dobrze, nawet nie będą patrzyła na datę publikacji ostatniego odcinka. Wiem, ze było to baaaaaaardzo dawno temu, za co przepraszam. Zaniedbałam trochę tego bloga, ale mam nadzieję, że w miarę możliwości uda mi się systematycznie dodawać tu nowości. W końcu, wbrew pozorom, wcale tak dużo odcinków nie będzie. Ale teraz już Was nie zanudzam. Pozdrawiam i do zobaczenia następnym razem.

2012/07/30

Zasadniczo skończyłam z Tobą




Uśmiecham się delikatnie pod nosem widząc malujące się na twarzy Seleny zdegustowanie. Mocno gestykulując rękoma blondynka za wszelką cenę stara się wyperswadować mi romans z dużo starszym od siebie mężczyzną, mając nadzieję, że jej słowa w jakikolwiek sposób wpłynął na moje zachowanie. Zna mnie już od tylu lat, więc powinna wiedzieć o tym, że ja nigdy nie zrezygnuje z Williama. Siatkarz już na dobre zajął miejsce w moim sercu i gdyby Selena zagroziła mi zerwaniem naszej przyjaźni nie miałabym żadnych skrupułów, żeby powiedzieć jej do widzenia. Dla mnie liczy się tylko Priddy, nikt inny nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia, nawet ona czy Chris.
- Melinda ja cię proszę opanuj się. Nie widzisz, że marnujesz swoje życie? – zaciskając w swoich dłoniach filiżankę z kawą, którą przed chwilą przyniósł kelner, dziewczyna patrzy na mnie wyczekująco – Doskonale wiesz, że to nie ma żadnej przyszłości.
- Sel, nie dramatyzuj, dobrze? – opieram się wygodniej o krzesło i przenoszę wzrok na widok za oknem – Nie znasz Williama, nie wiesz co nas łączy.
- Ale znam Chrisa i wiem, że jest fantastycznym facetem, a ty bawisz się w romans ze starym dziadem.
- William jest dopiero po trzydziestce. – moje dłonie lądują na kolanach i nerwowo gładzą materiał niesfornej tuniki – I to nie jest romans, my naprawdę się kochamy.
- Tak? – śmiejąc się cynicznie pod nosem Selena z niedowierzaniem kręci głową – Chcę ci przypomnieć, że jeszcze rok temu mówiłaś podobnie o Chrisie, a teraz co? Znudziło ci się narzeczeństwo?
- Po prostu przejrzałam na oczy. Chris jest świetnym facetem, ale nie dla mnie.
- No tak, jak mogłabym zapomnieć idealnym mężczyzną dla ciebie jest William. Jestem tylko ciekawa czy jego narzeczona podziela twoje zdanie.
- Możesz darować sobie tę ironię? – sposób w jaki moja przyjaciółka wypowiada się o Priddym coraz bardziej zaczyna mnie irytować – I dla twojej wiadomości, Reid obiecał mi, że skończy swój związek z Amy.
- On już ci to obiecuje od kilku tygodni, Melinda. – nachylając się nad niewielkim stolikiem blondynka ścisza swój głos tak aby siedzący obok nas ludzie nie mogli usłyszeć naszej rozmowy – Posłuchaj mnie, Mel. On nie jest dla ciebie. Oszukuje swoją narzeczoną, zdradza ją, nie masz więc pewności, że z tobą jest całkowicie szczery.
- Ale mu ufam i wiem, że by mnie nie okłamał.
Selena wzdycha głośno, a jej wzrok zdaję się przeszywać mnie na wskroś.
- Melinda twój wspaniałomyślny William traktuje cię jak swoją osobistą dziwkę.
Nawet nie próbuje ukryć swojego wzburzenia. Nie spodziewałam takich słów po Selenie, szczególnie mając na uwadze to, że jej ostatni związek rozpadł się z powodu jej licznych skoków w bok. Mnie próbuje nawracać kiedy sama ma na swoim sumieniu niejeden grzeszek.
- Przesadziłaś Selena. Jeśli chcesz już oceniać mnie to na początku spójrz na siebie! - wstając gwałtownie z krzesła nie przejmuje się tym, że staje się obiektem ciekawskich spojrzeń klientów niewielkiej kawiarenki – Pouczasz mnie, a przypomnij sobie dlaczego Thomas cię rzucił!
- Mel, uspokój się. – kładąc swoje dłonie na blacie stolika dziewczyna zaciska je w pięść – Ludzie się na nas patrzą.
- Nie się patrzą! – gorzko się uśmiechając zgarniam z oparcia krzesła swoją torebką i płaszcz – Niech widzą, że pieprzyłaś się z najlepszym przyjacielem swojego chłopaka. Thomas raczej nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, nieprawdaż?
- Zamknij się! – cedząc przez zaciśnięte zęby Selena gromi mnie wzrokiem – Nie masz prawda…
- A ty masz? – nachylam się nad nią – Więc jeśli ja zachowuje się jak dziwka, to ty moja kochana przyjaciółko nie jesteś w niczym lepsza ode mnie.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcje ze strony Seleny w pośpiechu opuszczam kawiarnie nie mogąc oprzeć się uczuciu satysfakcji…

… ignorując prośby Chrisa wrzucam kolejne rzeczy do wielkiej walizki. W końcu nadszedł czas na definitywny koniec naszego związku. Byłam przekonana, że w momencie kiedy powiem Christopherowi o zdradzie, on sam będzie nalegał na to, abym jak najszybciej wyniosła się z jego życia, a tymczasem jego zapewniania o tym, że mnie kocha i jest w stanie mi wszystko wybaczyć lekko pokrzyżowały mi szyki. Zapewne jeszcze kilka tygodni temu uległabym jego namowom i została w mieszkaniu, aby spróbować ratować nasz związek, jednak teraz mam już zupełnie inne priorytety. Jeśli moje postępowanie miałoby wpłynąć na decyzje Williama odnośnie jego związku, musiałam zaryzykować. Tak bardzo chcę już przestać ukrywać przed światem uczucia jakimi darzę Reida. Najchętniej wykrzyczałabym wszystkim, że siatkarz jest jedynym mężczyzną bez którego nie wyobrażam sobie swojego życia. Kochałam go… jakkolwiek dziwie by to brzmiało to do granic szaleństwa pokochałam starszego o piętnaście lat mężczyznę.
- Mel skarbie, proszę cię nie zostawiaj mnie. Nie możesz tak po prostu przekreślić tych wszystkich wspólnych lat.
- Właśnie to robię, Chris. – dalej pakując swoje rzeczy nie zwracam uwagi na jego błagania
- Melinda, proszę…
Jego zachowanie było godne jakieś rozhisterowanej nastolatki. Właśnie to mnie w nim irytuje – w momentach podbramkowych nie potrafi zachować się jak prawdziwy facet. Wolałabym, żeby mnie zwyzywał niż stał przede mną z miną zbitego psa i zaszklonym wzrokiem. William nigdy nie zniżyłby się do takiego poziomu, on zawsze był męski, niezależnie od sytuacji.
- Przestań!  - z zażenowaniem kręcę głową – Niech to w końcu do ciebie dojdzie, że to koniec, Chris!
- Zerwij kontakt z tym facetem, zacznijmy jeszcze raz przecież kiedyś mnie kochałaś.
- Właśnie kiedyś, teraz nie czuje do ciebie nic. – z hukiem zamykam walizkę i narzucam na siebie płaszcz – Było miło, ale to już przeszłość. Zacznij żyć swoim życiem, a mi daj święty spokój.
Wymijam go i wychodzę z mieszkania mocno trzaskając drzwiami. Słyszę krzyki Chrisa, ale zupełnie na nie nie reaguje. Kiedy tylko czuje na swojej twarzy powiem chłonnego wiatru ogarnia mnie błogie uczucie wolności. Uśmiecham się szeroko nabierając jednocześnie powietrze w płuca. Już dawno temu powinnam była skończyć z Christopherem i teraz żałuje, że tak długo z tym zwlekałam. Nie mając już żadnych zobowiązań mogłam zacząć budować swoje szczęście u boku człowieka, którego naprawdę kocham.
Wyjmuje z kieszeni płaszcza komórkę i wystukuje na jej wyświetlaczu dziewięciocyfrową kombinacje. Naciskam zieloną słuchawkę i czekam, aż William odbierze. Już po drugim sygnale słyszę jego roześmiany głos po drugiej stronie.
- Mel? Coś się stało? Myślałem, że byliśmy umówieniu na jutro.
- Powiedziałam o nas, Chrisowi.
- Co zrobiłaś? - ton jego głosu momentalnie się zmienia – Melinda, czy ty oszalałaś?
- Myślałam, że się ucieszyć, w końcu jestem wolna.
Przez chwilę w słuchawce panuje niczym niezmącona cisza, którą  w końcu przerywa siatkarz.
- Oczywiście, że się cieszę, tylko mnie tym zaskoczyłaś. Co teraz będzie?
- Zerwałam zaręczyny, wyprowadziłam się z mieszkania, tylko teraz nie mam gdzie się podziać.
- A gdzie jesteś? 
- Pod swoim dawnym mieszkaniem.
- Nigdzie się stamtąd nie ruszaj, za piętnaście minut tam jestem. Mel?
- Tak?
- Kocham cię.
Jego słowa działają na mnie jak najsłodszy na świecie narkotyk. Pijana szczęściem i miłością kończę połączenie i siadając na wielkiej walizce czekam na swojego Księcia Z Bajki…


***
Witam. Jakoś wcześniej udało mi się coś tu naskrobać niż przypuszczałam. Pozdrawiam


Mów mi słodkie, małe kłamstwa



21 październik  2011  

Ciepły oddech na moich  nagich piersiach;  silne męskie dłonie na rozgrzanym ciele i szept, który sprawia, że wariuje. Odchylam głowę do tyłu i pozwalam, aby przejął całkowitą kontrolę. Pod naporem jego dotyku staje się niczym marionetka. Reid jest moim nałogiem, najsłodszym z możliwy narkotyków, od którego działania nie chcę się uwalniać.
- Piękna. – jego wargi subtelnie muskają każdy  skrawek mojej skóry doprowadzając mnie do obłędu – Tak bardzo cię kocham.
- William. – przymrużam powieki czując jak nasze ciała po raz kolejny osiągają idealną jedność – Mój Willy.
Nie chcę myśleć, ze za kilka godzin on tak po prostu ubierze się i pójdzie do niej; do ich wspólnego mieszkania, w którym uwili sobie miłosne gniazdko. Sam powiedział mi, że Amy nic dla niego nie znaczy, a w jego sercu jest miejsce tylko dla jednej kobiety – dla mnie.  To niebiosa musiały postawić nas na swojej drodze, abyśmy już od pierwszego spotkania zakochali się w sobie do granic szaleństwa. Już od początku  byliśmy dla siebie pisani, a teraz wszystko zależało już  tylko i wyłącznie od  nas…

Zimna satyna, która okrywa moje nagie ciało przynosi błogie odprężenie. Z gorzkim uśmiechem obracam w palcach małą, srebrną obrączkę – znak ich wielkiej miłości.
Amy i William 12.04.2005
Dzień w którym się spotkali. Wszyscy ich znajomi twierdzą, że oboje wygrali los na loterii: piękni, znani, lubiani i nieprzyzwoicie bogaci. Ich wspólne życie powinno zatem przypominać bajkę i może tak też kiedyś było, ale odkąd ja stanęłam na jego drodze, wszystko się zmieniło.
Irytujący szum wody dochodzący z hotelowej łazienki sprawia, że nie mogę się na niczym skupić. Srebrna błyskotka zdaję się parzyć moje palce. Przyglądam się jej marząc, aby Amy raz na zawsze zniknęła z życia Williama. Ona nie powinna go całować, dotykać, widzieć jak każdego ranka wstaje czy uroczo marszczy nos - on jest  mój…tylko  mój.
- Nad czym tak rozmyślasz? – nawet nie wiem w którym momencie Reid wychodzi z łazienki Staje przede mną w samych bokserkach  i uśmiecha się szeroko. Kocham w nim każdy najmniejszy detal. Od trzech lat spotykam  się z Christopherem, od przeszło pół roku jesteśmy narzeczeństwem, a mimo to doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że Chris nigdy nie dorówna Williamowi. Priddy jest idealny.
Mój wyśniony Książe. 
- Zastanawiam się kiedy w końcu powiesz  Amy, że wasz związek jest jednym, wielkim kłamstwem.
- Melinda nie teraz. – szybko poważnieje i zabiera z moich dłoni obrączkę – To nie jest najlepszy moment na takie rozmowy.
- A kiedy będzie odpowiedni? Gdy ta blond  wywłoka siłą zaciągnie cię do ołtarza – ironizuje szybko odwracając od niego wzrok
Kilkusekundową ciszę przerywa jego głośny śmiech. Siada na skraju  łóżka i ostrożnie ujmuję moją twarz w swoje silne dłonie.
- Jestem  już dużym chłopcem, Mel i podejrzewam, że jeśli chodzi o siłę to Amy nie miałaby ze mną najmniejszych szans. Poza tym  nie masz się czego obawiać, w końcu to ciebie kocham…

*

Wchodzi do mieszkania najciszej jak potrafi. Instynktownie włącza światło w przedpokoju i odkłada klucze na szafkę. Z jego twarzy nawet na chwilę nie schodzi uśmiech. Po każdym spotkaniu z Melindą zawsze wraca zadowolony. Dziewczyna jest dla niego przyjemnym oderwaniem się od problemów. Jego sytuacja na daną chwilę nie przedstawia się zbyt kolorowo – groźna  kontuzja, której nabawił się przed początkiem sezonu ligowego, skutecznie wyklucza go z gry na najbliższe miesiące, a perspektywa spędzenia tylu długich tygodni w szarym Richmond wcale nie napawała optymizmem. Trenerzy pragnęli, aby William pojawił się w kadrze narodowej na Puchar Świata, jednak szybko okazało się, że taka ewentualność nawet nie wchodzi w grę. Reid był wściekły, rozgoryczony i zawiedziony. Siatkówka od zawsze była dla niego wszystkim i nie mógł pogodzić się z tym, że w najważniejszym momencie nie będzie mógł pomóc swojej reprezentacji. Jego podły nastrój uprzykrzał życie wszystkim z jego najbliższego otoczenia -  a już najbardziej Amy. Kobieta kilka lat temu przeszła przez podobną traumę i nie wróciła już do czynnego sportu – tym bardziej Priddy wierzył, że w tym ciężkim okresie jego życia będzie go wspierać, a rzeczywistość okazałą się zgoła inna. Byłą przy nim – to fakt, jednak nie zrobiła nic co pomogłoby mu w walce z paskudnym urazem, a on oczekiwał od niej czegoś więcej. Był święcie przekonany, że w jego życiu nie wydarzy się już nic dobrego – i wtedy właśnie poznał Melindę. Była młoda, atrakcyjna i pragnęła go niemal tak samo mocno jak on pragnął jej. Już pierwszego wieczora ich znajomość przeniosła się na wyższe tory. Z początku chodziło tylko o seks, ale później dziewczyna sama wdarła się do jego życia na dobre. Nie wiązał z nią swojej przyszłości – pomiędzy nimi była w końcu piętnastoletnia różnica wieku, niemniej jednak Priddy nie mógł pogodzić się z myślą, że pewnego dnia Mel tak po prostu zniknie z jego świata. Kochał ją… na swój sposób, ale ją kochał.
-    Jesteś wreszcie. Już zaczynałam się niepokoić.
Staje w progu ubrana w lekką, satynową koszulkę nocną. Jej długie blond włosy leniwymi falami opadają na odsłonięte ramiona. Duże lazurowe tęczówki otoczone pierzyną długich rzęs patrzą na niego podejrzliwie, a w kącikach ust pojawiają się ledwo widoczne zmarszczki – pomimo swojego wieku nadal jest atrakcyjna jednak daleko jej do Melindy.
-    Przedłużyła ci się ta wizyta u Richiego.
Jego najlepszy przyjaciel i alibi w jednej osobie. Obaj poznali się jeszcze w czasach młodzieńczych i zawsze wiedzieli, że mogą na siebie liczyć. Richard jako jedyny znał całą prawdę odnośnie częstych nieobecności Priddego w domu. Zawsze go krył. Pomimo, że z Amy tyle lat byli razem to Reid ma już na swoim koncie niejeden romans. Blonynka była dla niego ważna i z pewnością w przyszłości będzie chciał, aby to właśnie ona zostałą jego żoną, jednak na razie przegrywała z chęcią brania z życia garściami. William był popularny, bogaty i przystojny – mógł mieć każdą, więc umiejętnie z tego korzystał. Jeszcze przyjdzie czas na to aby wreszcie dorosnąć, na razie musiał się wyszumieć.
-    Musieliśmy omówić kilka ważnych spraw. – podchodzi bliżej i subtelnie muska jej odsłonięte czoło – Przepraszam, że nie zadzwoniłem, ale zupełnie wyleciało mi to z głowy. Nie gniewasz się na mnie?
Delikatny uśmiech malujący się na jej twarzy zdradza wszystko – wierzy mu, po raz kolejny daje się wplątać w prowadzone przez niego gierki…

***
Witam. Jak zwykle opóźniona, ale tak to już ze mną jest. Szczególnie teraz ciężko będzie się zmobilizować kiedy powoli, aczkolwiek wielkimi krokami zbliża się sesja letnia. Mam nadzieje, że wybaczycie mi tą małe poślizgnięcie w czasie. W miarę możliwości postaram się naprawić. A teraz wszystkim maturzystom życzę sukcesów i powodzenia, a z Wami miejmy nadzieje, że zobaczę się już niebawem. Pozdrawiam.

By znów być wolnym



15 kwietnia 2012

Zaczerpuje w dłonie wodę i sprawnym gestem opłukuje nią twarz. Lodowata ciecz w przyjemny sposób łagodzi podrażnioną skórę. Opieram się rękoma o krawędź zlewu i spoglądam w lustro. Lekko podpuchnięte oczy, zmęczona twarz, zapadnięte policzki. Zapewne nikt nie uwierzyłby, ze mam dopiero dziewiętnaście lat. Wydarzenia ostatnich miesięcy mocno odbiły się nie tylko na mojej psychice, ale również na wyglądzie. Nie jestem już tą samą Melindą, którą poznał prawie rok temu. Podczas naszego pierwszego spotkania wyglądałam olśniewająco: wieczorowa kreacja, perfekcyjnie ułożone włosy i makijaż, który był doskonałym zwieńczeniem całej stylizacji. Kiedy tamtego wieczoru poprosił mnie do tańca, wyszeptał mi do ucha, że jestem najpiękniejszą kobietą na całej sali. Wirowaliśmy razem na parkiecie, a zapach jego perfum działał na mnie niczym najlepszy afrodyzjak. Świetnie czułam się w jego towarzystwie, a on w tak uprzejmy sposób mnie adorował. Komplementował każdy najmniejszy detal w moim wyglądzie i nawet obecność jego narzeczonej nie przeszkadzała mu w bliższej konwersacji ze mną. Nikt nie zauważył, gdy kilka godzin później oboje znikliśmy w jednej z restauracyjnych toalet. I od tego wszystko się zaczęło. Na początku chodziło tylko o seks. Oboje mieliśmy przecież stałych partnerów, jednak nie otrzymywaliśmy od nich tego czego pragnęliśmy. Spotykaliśmy się raz, dwa razy w tygodniu w jakimś ustronnym hoteliku na obrzeżach miasta. Pewnego razu wyszeptał mi, że jestem jego błogosławieństwem, na które czekał całe swoje życie, a ja spijałam z jego warg każde słowo. Powoli się od niego uzależniałam. Nic i nikt innego nie mogło się liczyć, był już tylko on. Pokochałam go do tego stopnia, że dusiłam się w swoim związku. Zerwałam zaręczyny, wyprowadziłam się  z domu, straciłam kontakt z najbliższymi osobami. Nie potrzebowałam ich, skoro miałam u boku jego – mężczyznę swojego życia.
Reid.
Zawsze uroczo marszczył nos kiedy zwracałam się do niego drugim imieniem. Przez moment udawał obrażonego tylko po to, aby w następnym momencie zamknąć moje ciało w silnym uścisku swoich ramion. Uwielbiałam kiedy tak robił, a ja mogłam napawać się jego bliskością. Wbrew pozorom nie mieliśmy zbyt dużej możliwości przebywanie ze sobą. William był osobą znaną, słynącą z tego, że razem ze swoją narzeczoną – Amy, tworzyli jedną z najpiękniejszych i najbardziej wytrwałych par w siatkarskim świecie, ja byłam dużo młodsza od niego. W momencie gdyby media dowiedziały się o naszym uczuciu od razu przyklejono by do nas najprzeróżniejsze etykietki: od niewiernego i łatwej, do playboy’a i kurwy. Nie chciałam by Reid miał przeze mnie kłopoty, dlatego też godziłam się na bycie tą drugą. On nigdy tak naprawdę nie kochał Amy, to ja byłam kobietą, której oddał całe swoje serce. Nie przeszkadzała nam różnica wieku, w końcu liczyła się tylko miłość i namiętność jakie pomiędzy nami były.
Prostuje się powoli, a na mojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech. Czekałam tyle czasu, aby znów móc utonąć w ciepłym uścisku jego ramion i wreszcie dzisiaj będę mogła to zrobić. Bo tylu tygodniach spędzonych z dala od siebie wreszcie naszedł dzień w którym wszystko inne przestanie się liczyć. Będzie tylko on, ja i nasze szepty.
Dźwięk otwieranych drzwi sprawia, ze mam ochotę krzyczeć z radości. Odwracam się gwałtownie, a widząc Matt’a jestem gotowa objąć go za szyje i wycałować. Nawet jego świński uśmieszek nie jest w stanie zepsuć mojego dobrego nastroju.
- Teee, gwiazda. Zbieraj się, dziś twój wielki dzień.
Całkowicie ignoruje sarkastyczny ton jego wypowiedzi. Nie odpowiadając idę w jego kierunku, a po całym moim ciele przebiegają przyjemne dreszcze. Moje zachowanie peszy tego grubego sukinsyna. Był święcie przekonany, że się go boję, a tymczasem rzeczywistość była zgoła inna.
- Nie za wesoło ci?
Nonszalancko wzruszam ramionami. Mam powody do radości.
Już niedługo Redi, już niedługo…

***
Witam. Tak jak obiecałam, zaraz po zakończeniu Wybudzenia zawitałam i tu. To nie będzie długa historia, góra 10-12 odcinków. Mam nadzieję, że tą krótką, pierwszą częścią udało mi się chociaż w niewielkim stopniu Was zaintrygować i zaciekawić. A jeśli chcielibyście się troszkę więcej o tym dowiedzieć, to zapraszam do zakładki Słowem Wstępu. Pozdrawiam i do usłyszenia niebawem.